„E.T. phone home”

9 nominacji do Oscara w tym 4 wygrane, 29 innych nagród (w tym Złote Globy, BAFTA i Saturn), najlepiej zarabiający film w swoim czasie, ponad rok ciągłych wyświetleń w kinach na całym świecie, Steven Spielberg za sterami, John Williams kompozytorem, a co najważniejsze – wspaniała opowieść o przygodach, przyjaźni i trudnym powrocie do domu. Czy można pokusić się o lepszą rekomendację dla filmu?

 

Kiedy latem 1982 roku do kin wchodził film „E.T.”, żaden z twórców nie przewidywał skali sukcesu jaki odniesie ich dzieło. Sam Steven Spielberg obawiał się, czy ludziom spodoba się wygląd głównego bohatera. Swoimi przemyśleniami dzielił się z jednym ze swoich najbardziej zaufanych współpracowników – kompozytorem muzyki Johnem Williamsem. Za wygląd tej postaci był odpowiedzialny zdobywca (do czasu filmu „E.T.”) dwóch Oscarów – Carlo Rambaldi. Tworząc przybysza z kosmosu, Włoch inspirował się obliczem Alberta Einsteina, poety Carla Sandburga oraz częściowo Ernesta Hemingwaya. Nietypowa sylwetka i twarz E.T. dodała tej postaci tylko uroku, który tak mocno wpłynął na widzów. Obawy Spielberga powinny zostać rozwiane podczas festiwalu w Cannes, kiedy to publiczność miała okazję zobaczyć przedpremierowy pokaz dzieła. Film został zaprezentowany jako nieoficjalny projekt. Otrzymał owacje na stojąco, bijąc na głowę inne przedpremierowe pokazy. Teraz już wiemy, że „E.T.” zapisał się w kartach historii kina jako jeden z najlepszych filmów.

Jak zaskarbić sobie sympatię widza?

Powiedzenie, że „wszyscy jesteśmy dziećmi” ma w sobie 100% prawdy. Wielu z nas z utęsknieniem wspomina beztroskie czasy dzieciństwa, kiedy odkrywanie otaczającego nas świata było wielką przygodą a największy problem stanowiła przebita opona w rowerze. Steven Spielberg doskonale o tym wiedział i zadbał, aby dorośli oglądając „E.T.” znów poczuli się jak dzieci. W swoim filmie zastosował szereg zmyślnych zabiegów mających na celu spełnienie naszych dziecięcych marzeń. Już pierwsze elementy fabuły pokazują to o czym marzyliśmy jako dzieci. Wieczór, brak dorosłych w domu, opychanie się smakołykami i możliwość robienia czego się chce. Tak poznajemy Elliotta, chłopca który spotyka małego przybysza z kosmosu. Poza samą fabułą, reżyser skupił się na innych elementach które pozwalają nam oglądać film jako dzieci. Przez zdecydowaną większość filmu, poza matką Elliotta nie pokazano twarzy ani jednego dorosłego. Poza tym wiele ujęć jest kręconych z wysokości oczu dziecka, dzięki czemu oglądamy świat właśnie tak jak ono. Kolejnym, niezwykle ważnym elementem jest oczywiście muzyka. Napisana przez Johna Williamsa przenosi nas w świat fantastyki, przygód i tajemnic.

John Williams jedynym kandydatem do skomponowania ścieżki do „E.T.”

W jednym z poprzednich wpisów (na temat „Powrotu do Przeszłości” tutaj) pisałem o tym, że wielu twórców dobiera się w artystyczne pary. Najlepszym tego przykładem jest oczywiście Steven Spielberg i John Williams. Kompozytor towarzyszy Spielbergowi od ponad 40 lat i komponuje muzykę do większości jego filmów. Jest to dowód na to, że rozumieją się bez słów a ich współpraca układa się doskonale. John Williams jest również jedynym kompozytorem w historii, którego 3 ścieżki dźwiękowe („Gwiezdne Wojny: Nowa Nadzieja”, „Szczęki” oraz „E.T.”) zdobyły w jednym czasie najważniejsze nagrody przemysłu filmowego i muzycznego: Oscar, Złoty Glob, Nagroda Grammy oraz BAFTA. Dla Spielberga było jasne, że nie ma drugiego kompozytora, który tak świetnie odda postaci, wydarzenia, miejsca i fabułę jego nowego filmu.

Już pierwsze sceny, kiedy statek kosmiczny ląduje na ziemi a E.T. poznaje tutejszą przyrodę, są opatrzone muzyką która wprowadza nas w klimat tajemnicy, podniosłości i zagadki. „Far from home” (do posłuchania tutaj) dzięki doskonałemu doborowi instrumentów powoli podnosi napięcie, by ostatecznie wprowadzić dźwięki pełnej orkiestry w najważniejszym momencie. Muzyka którą słyszymy w momencie gdy Elliott poznaje E.T., gości nas motywem przewodnim całego filmu. Tym razem odegrana na wysokich dźwiękach fletu, pozwala jeszcze mocniej zagłębić się prezentowane odkrycie, które jeszcze kilka sekund wcześniej było nieodgadnioną tajemnicą. „Meeting E.T.” (do posłuchania tutaj) to melodia ze spokojnym, tajemniczym wstępem i orkiestrowym zakończeniem. Kolejnym wartym odnotowania utworem z pewnością jest „The Magic of Halloween” (do posłuchania tutaj). Ten utwór znów całością nawiązuje do głównego motywu. Jednak nie to jest tutaj najważniejsze. Wielu kompozytorów i reżyserów, we własnych filmach nawiązuje do innych dzieł. Tak było również w „E.T.”, gdzie Spielberg (po części w hołdzie dla Williamsa) kilkukrotnie odniósł się do „Gwiezdnych Wojen”. W opisywanej scenie (do zobaczenia tutaj) przebrany za ducha E.T. spotyka na swojej drodze Mistrza Yodę i rozpoznaje go wymawiając słowa: „home, home”. Jak by tego było mało, sam Williams pozwolił sobie muzycznie nawiązać do tamtego filmu, wplatając elementy utworu o nazwie: „Yoda Theme” (do posłuchania tutaj). To jeszcze nie wszystko. Wiele lat później w filmie „Gwiezdne Wojny: Mroczne Widmo” możemy znaleźć dowód na to, że nie przez przypadek E.T. rozpoznał Yodę. W tej części filmu Georga Lucasa w jednej ze scen jesteśmy świadkami posiedzenia w senacie. Jedno ze stanowisk jest zajmowane przez istoty, które wyglądają zupełnie tak jak główny bohater opisywanego dzisiaj filmu. Urywek można zobaczyć tutaj.

W wielu filmach mieliśmy do czynienia z niezliczoną ilością scen prezentujących pościgi. Żadna jednak nie miała tak świetnej oprawy muzycznej jak ta z filmu Spielberga. Scena w której chłopcy wraz ze swoim nowym przyjacielem uciekają przed policją i pomagają mu dostać się na statek do dziś przyprawia nas o odrobinę dreszczy i wzruszenia. Idealne zgranie z obrazem, pełna orkiestra i moment przełomowy dla filmu. Nie sposób opisać perfekcji jaką osiągnął w tej scenie Williams, to trzeba znów zobaczyć (tutaj). Idealne podsumowanie całej ścieżki dźwiękowej. Ta melodia została użyta również wcześniej, w innej (chyba najbardziej) rozpoznawalnej scenie z „E.T.”, podczas gdy Elliott pierwszy raz odwozi przybysza z kosmosu do jego statku (do zobaczenia tutaj). Motyw z ujęcia w którym Elliott na rowerze leci na tle pełnego księżyca stał się nawet logiem wytwórni Amblin Entertainment, która należy do Stevena Spielberga. Prezentowany utwór jest tylko częścią całości, która trwa 15 minut i jest uważana za jedno z najważniejszych osiągnięć Williamsa. Mowa oczywiście o „Adventures on Earth” lub inaczej zwanym „Escape/Chase/Saying Goodbye” (do posłuchania tutaj). Utwór ten sprawił Williamsowi nie lada kłopot przy kompozycji, ponieważ bardzo ciężko było mu idealnie dopasować muzykę do akcji. Co zrobił wtedy Spielberg? Coś, co w przemyśle filmowym jest spotykane bardzo rzadko. Reżyser poprosił kompozytora aby ten poprowadził orkiestrę tak, jakby zrobił to na koncercie, bez dbania o szczegóły akcji. Williams posłuchał przyjaciela i nagrał muzykę w taki sposób. Następnie Spielberg zmienił bieg akcji i dopasował montaż do muzyki. Efekt? 3 Oscary za muzykę i dźwięk. Jeśli chcecie jeszcze raz zobaczyć końcowy fragment filmu i ponownie się wzruszyć,  poniżej scena w której Elliott żegna się z E.T. (do oglądnięcia tutaj).

Początki lokowania produktu

Twórcy filmu poprosili koncern Mars aby ten udostępnił swój produkt „M&M’s” na potrzeby sceny w której Elliott wabi przybysza do domu za pomocą cukierków. Firma odmówiła, bojąc się, że wygląd E.T. może odstraszyć dzieci od jej produktu. W zastępstwie użyto cukierków „Reese’s Pieces”. Jak można się łatwo domyślić, po premierze filmu, „Reese’s Pieces” zanotowały ogromny wzrost sprzedaży. Nie potrzeba było wiele więcej czasu aby inne firmy zauważyły ten fakt i zaczęły proponować producentom filmowym umieszczenie swoich produktów w ich obrazach. Nie jest to jednak film, który pierwszy wprowadził lokowanie produktu. Wcześniej taki zabieg był widoczny w filmie „Superman” (1978), podczas gdy Clark Kent wstaje rano z łóżka, na stoliku możemy zobaczyć opakowanie płatków śniadaniowych Cheerio’s.

Michael Jackson zaangażowany w „E.T.”

Przygotowując kampanię promocyjną filmu, Spielberg poprosił Michaela Jacksona i Quincy’ego Johnsa o napisanie piosenki. Artyści nagrali utwór „Someone In The Dark” (do posłuchania tutaj). Piosenka na tyle spodobała się reżyserowi, że poprosił artystów o nagranie całego albumu. Wytwórnia Jacksona zgodziła się na to, pod warunkiem, że muzyka nie zostanie opublikowana do świąt 1982 roku, aby nie konkurować z innym utworem muzyka – „Thriller”. Stało się jednak inaczej i utwór został wypuszczony wcześniej. Nie przeszkodziło to jednak Jacksonowi zdobyć 8 statuetek Grammy (m.in. za Thriller oraz E.T.).

„E.T.” to jeden z tych filmów, które z uśmiechem oglądamy po latach. Jest to jeden z filmów, który mocno zapisuje się w naszej pamięci. Co ma na to wpływ? Być może cała historia, być może tylko bezbronny przybysz z kosmosu, być może tak dobrze przedstawiony dziecięcy świat a może w końcu ścieżka dźwiękowa. Zapewne każdy z nas znajduje w tym filmie cząstkę swojego dzieciństwa i chyba to jest najważniejsze.

Co sądzicie o opisywanym dzisiaj filmie? Słuchając ścieżki dźwiękowej lub go oglądając czujecie wzruszenie czy może jednak zupełnie odwrotnie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *