Inspiracja goni inspirację (część II)

Źródło: totalrocky.com

Sylvester Stallone swoim życiorysem a także całą serią o filadelfijskim bokserze daje przykład, że upór i ciężka praca w końcu dają tak mocno upragnione owoce. Po wielkim sukcesie „Rocky’ego”, który powstał nie bez przeszkód (wystarczy powiedzieć, że wiele wytwórni odrzuciło jego scenariusz, a ta która się zdecydowała traktowała go jako projekt drugoplanowy), Sly nie spoczął na laurach i w dalszym ciągu realizował swoje marzenie o wielkim aktorstwie. 3 lata później napisał scenariusz, wyreżyserował a także zagrał w drugiej części historii prezentującej dzieje „Rocky’ego”.

(Jeśli nie przeczytałeś pierwszej części artykułu zatrzymaj się tutaj i zaglądnij do niego – znajdziesz go tutaj.)

„Rocky II” nie był debiutem reżyserskim Sly’a, ponieważ rok wcześniej stanął za kamerą podczas realizacji filmu „Paradise Alley”. Sam zagrał główną rolę a scenariusz został napisany przez nikogo innego jak samego Stallone’a. Obraz nie odniósł tak wielkiego sukcesu jak poprzednie dzieło aktora, jednak z drugiej strony nie można stwierdzić, że był to niewypał. Lubiący odnosić się do przeszłości Sly, umieścił nawet plakat „Paradise Alley” w jednej ze scen filmu „Rocky II”. Filmu do którego zaprosił tych samych twórców i aktorów co do pierwszej części. Odmówił jedynie reżyser John G. Avildsen, który przygotowywał się do nakręcenia „Gorączki Sobotniej Nocy”. Ostatecznie tego projektu również nie zrealizował. W późniejszych wywiadach okazało się, że Avildsen nie podjął się nakręcenia „Rocky’ego II”, ponieważ miał zupełnie inny pomysł na scenariusz. W takiej sytuacji Sly’owi nie pozostało nic innego jak… wyreżyserować film samemu. Mimo podzielonych zdań krytyków i zarzutów co do warsztatu reżyserskiego, nie można odmówić Stallone’owi jednego – druga część znów zabiera nas na przejażdżkę rollercoasterem i to nie tylko podczas finałowej walki.

Nie zmienia się zwycięskiego składu

Taką zasadą kieruje się wielu trenerów drużyn sportowych na całym świecie. Do podobnego zdania doszedł kompozytor Bill Conti, który tworzył muzykę przy nowym projekcie Stallone’a. Conti postanowił odświeżyć utwory znane z pierwszej części. Zdecydował o dodaniu elementów elektronicznych, które były w tym czasie popularne. Dzięki temu, muzyka wydaje się mieć więcej luzu i być bardziej przyjazna widzom niekoniecznie nastawionym na nostalgię. Już w pierwszej scenie filmu, gdy ponownie widzimy koniec walki z Apollo Creedem, da się słyszeć odświeżona wersja „Going the distance” (którą mieliśmy okazję słyszeć w pierwszej odsłonie filmu o „Włoskim Ogierze”). Utwór, który tu słyszymy to część wstępu do całej ścieżki dźwiękowej, zresztą sam jego tytuł na to wskazuje: „Overture” (do posłuchania tutaj). Kompozytor nadał tej części (od 4:53 do 6:30) szybsze tempo i elektroniczny bit, który sprawia, że utwór jest bardziej dynamiczny. Nie inaczej jest w przypadku chyba najbardziej popularnego utworu „Gonna Fly Now”. Wersja z drugiej części filmu znów jest bardziej dynamiczna, dzięki elektrycznej gitarze nabiera nieco rockowego brzmienia, a  słowa „Gonna Fly Now” wykonywane są tym razem przez chór dziecięcy. Utwór zachował ten sam tytuł a jego odświeżoną wersję możemy usłyszeć w tym urywku filmu.  Warto zwrócić uwagę na to co przedstawia przytoczony urywek. Balboa w drugiej scenie treningu wraca do znanych z pierwszej części miejsc. Po krótkim okresie bogactwa i nierozsądnym szastaniu pieniędzmi, Rocky zmuszony jest do pozbycia się ładnego domu, modnych ciuchów i życia w luksusie. Wracając na stare śmieci znów daje przykład, że to nie łatwe życie, a tylko ciężka praca może pozwolić osiągnąć wymarzony cel. Te same okolice, te same ćwiczenia i te same schody. To wszystko przy akompaniamencie dziecięcego chóru i biegnącej za nim ogromnej grupy dzieci. W scenie tej zagrali uczniowie pobliskich szkół, którzy bardzo chętnie wzięli udział w kręceniu opisywanych ujęć. Co ciekawe, fani filmu mieszkający w Filadelfii dopatrzyli się tutaj błędu. Po przeanalizowaniu ujęć oraz map, doszli do wniosku, że odwiedzając lokalizacje pokazane w tej scenie, Balboa musiałby przebiec 48 kilometrów. Oczywiście jest to możliwe, ale kto po takim dystansie wbiegałby na schody z taką energią i impetem? Chyba tylko Balboa po treningu jaki zobaczyliśmy w filmie kilka minut wcześniej. Stare, sprawdzone metody Mickey’a i znów ciężka praca Rocky’ego pokazane są przy akompaniamencie oryginalnego „Going the Distance”. Montaż w dalszym ciągu robi ogromne wrażenie a niezmienione nuty utworu przyprawiają o gęsią skórkę (do zobaczenia i posłuchania tutaj).

Rocky podczas treningu to rewanżu z Apollo Creedem (Źródło: totalrocky.com)

Wracając jednak do pozostałych utworów, należy wspomnieć o nostalgicznej „All Of My Life” (do posłuchania tutaj). Conti nie oddał się w całości wirowi elektroniki i szybkiego tempa. Pozwolił sobie zróżnicować ścieżkę dźwiękową i zawrzeć w niej zarówno szybkie jak i te powolne utwory podkreślające wątek miłosny. Są nimi również „All of My Life” (do posłuchania tutaj) oraz „Vigil” (do posłuchania tutaj).

Powroty

Scenarzysta, reżyser i aktor w jednej osobie bardzo chętnie wraca do przeszłości i motywów, które przyniosły mu już sukces. Mało napisać o scenach treningu i powrotach w znane nam już miejsca. Postać stworzona przez Sly’a charakteryzuje się dobrym sercem i chęcią pomagania innym. Pomaga swojemu przyjacielowi Pauliemu znaleźć pracę i tym samym na pewien czas wyjść z biedy. Jak się okazuje, w życiu prywatnym Stallone ma podobny charakter. Jego brat Frank Stallone jest piosenkarzem i kompozytorem. Chcąc pomóc bratu w rozwinięciu kariery, Sly znalazł dla niego miejsce w swoich filmach. Frank Stallone w „Rocky’m” jest ulicznym grajkiem. Jego rola oddaje również klimat ulic Filadelfii (jak również innych wielkich miast Stanów Zjednoczonych) z lat 70-tych. Co więcej, w filmie wykorzystano jego prawdziwe utwory. W „Rocky’m” było to „Take You Back” a w „Rocky’m II” użyto „Two Kinds Of Love” (do posłuchania i obejrzenia tutaj). Do starych motywów Stallone wraca również w ostatniej scenie filmu, w finałowej walce z Apollo Creedem. Niezwykle emocjonująca i wyczerpująca potyczka kończy się zwycięstwem Rocky’ego, który jako pierwszy podnosi się z desek i potrafi ustać na nogach. To wszystko przy akompaniamencie znanej nam już z początku filmu odświeżonej wersji „Going the Distance”. Co ciekawe w pierwszym zarysie scenariusza Adrian (w tej roli Talia Shire) miała być obecna w hali gdzie odbywała się walka. Z uwagi na zobowiązania przy innym filmie, aktorka nie mogła być obecna podczas kręcenia tych scen. Twórcy dostosowali scenariusz do tych okoliczności i wcześniej nakręcili sceny, gdy Adrian wraz z Pauliem ogląda walkę w telewizji. Zostały one zmontowane już po nakręceniu walki Rocky’ego z Creedem. Nie była to jedyna zmiana scenariusza. Stallone finałową walkę początkowo umieścił w rzymskim Koloseum z czego jednak później zrezygnował.

Frank Stallone jako uliczny grajek w „Rocky II”

Pomimo siedmiokrotnie wyższego budżetu (należy pamiętać, że pierwsza część została zrealizowana za niecały milion dolarów, zatem uzbieranie siedmiu milionów nie było tak trudne), film w oczach krytyków nie zyskał takiego uznania jak pierwsza część. Nie został obsypany nagrodami i nie okazał się też być przełomowym. Krytycy narzekali na powtarzalność pomysłów i brak nowości. Film zarobił jednak podobną kwotę jak pierwsza część. Widzowie pokazali, że to nie zdanie krytyków jest najważniejsze i że nostalgia Stallone’a nadal cieszy się powodzeniem. Woody Allen (w którego filmie Stallone zagrał jako nikomu nie znany jeszcze amator) ma jednak rację, twierdząc, że pomysł w którym grono kilku osób decyduje czy film jest dobry lub nie, jest po prostu głupi…

Co sądzicie o Rocky’m II? Dorównał swojej pierwszej części? Czy może podzielacie zdanie krytyków?

 

2 thoughts on “Inspiracja goni inspirację (część II)

  • 6 sierpnia 2017 at 00:07
    Permalink

    Mnie się podobało. Obiektywnie rzecz biorąc, pierwsza część była oryginalna, ale nie wybitna, więc jej dorównanie – w sensie stylu – nie było specjalnie trudne. Cykl o Rockym należy zresztą oglądać jako całość, jako bokserską sagę. W takim ujęciu obronią się bez trudu kolejne części. Osobiście bardzo lubię „piątkę” z finałową walką na ulicy.

    Reply
    • 6 sierpnia 2017 at 18:49
      Permalink

      100% racji, nic dodać nic ująć. Też lubię piątkę, natomiast szósta część „Rocky Balboa” jest jedną z moich ulubionych

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *