Kompozytor podróżujący w czasie

Gdy Robert Zemeckis i Bob Gale pisali scenariusz do filmu „Powrót do przyszłości”, nie spodziewali się, że ich projekt zostanie kilkunastokrotnie odrzucony przez wytwórnię. Upór twórców sprawił, że świat w końcu ujrzał ich film, a samo dzieło stało się kultowym. Kultowym na tyle, że fani do dziś honorują go różnymi wydarzeniami związanymi z fabułą filmu. 26 października 1985 roku o 1:24 grupa fanów zebrała się pod prawdziwym „Twin Pines Mall” oczekując powrotu Marty’ego z 1955 roku. Całkiem niedawno, bo 21 października 2015 roku, posiadacze samochodów DeLorean dumnie wyjechali na ulice, by tym samym uczcić podróż Marty’ego właśnie do 2015 roku. Fabuła filmu była okazją do ukazania różnic w odwiedzanych czasach. Posłużyła do tego m.in. muzyka…

W historii kina możemy znaleźć wiele przykładów twórców którzy dobierają się w „artystyczne pary”. Możemy w tym miejscu przywołać takie pary jak: Christopher Nolan i Hans Zimmer, David Lynch i Angelo Badalamenti czy też Steven Spielberg i John Williams. Niewielu jest jednak takich, którzy postanawiają spędzić resztę swojej kariery razem. Tak jest w przypadku Roberta Zemeckisa, który po 1984 roku i filmie „Miłość, szmaragd i krokodyl” nie nakręcił ani jednego obrazu bez udziału kompozytora Alana Silvestri. Pośród wielu filmów tego reżysera, możemy znaleźć tak świetne tytuły jak: „Kontakt”, „Forrest Gump”, „Cast Away”, „Ekspres Polarny” czy „Lot” – wszystkie z muzyką Silvestri’ego. Co prawda sam kompozytor pracuje również przy filmach innych twórców, ale Zemeckis zawsze ma u niego pierwszeństwo. Tak było również podczas kręcenia wszystkich trzech części „Powrotu do przeszłości”.

Kompozytor muzyki filmowej z przypadku?

Alan Silvestri swoją przygodę z muzyką zaczynał od gry na perkusji. Następnie zgłębiał wiedzę na temat instrumentów dętych. W międzyczasie ojciec podarował mu gitarę, na której Silvestri nauczył się grać dzięki prostemu podręcznikowi. Prawdziwą naukę muzyki rozpoczął w Berklee College of Music w Bostonie, gdzie skupił się na komponowaniu. Przerwał jednak naukę, aby móc grać w zespole R&B w Las Vegas. Przełom w jego karierze muzycznej nastąpił gdy przeprowadził się do Los Angeles w ślad za swoją dziewczyną. Przez pewien czas mieszkał w motelu na słynnym Sunset Boulevard. Tam, jeden ze znajomych zaproponował mu skomponowanie muzyki do filmu klasy B,  o tytule: „The Doberman Gang”. Silvestri nigdy wcześniej nie myślał o komponowaniu muzyki filmowej, jednak brak pracy i chęć komponowania sprawiły, że z miejsca przyjął angaż. Chcąc wypaść jak najlepiej, kupił książkę „Jak napisać ścieżkę dźwiękową do filmu” autora, którego kariera jednak nie związała się z muzyką filmową. Po tym projekcie przez blisko 18 miesięcy pozostawał bez pracy, do momentu gdy jeden ze znajomych znów nie zaproponował mu napisania muzyki do filmu. Jego tytuł brzmiał „Miłość, szmaragd i krokodyl” a reżyserem był oczywiście Robert Zemeckis. Pierwsze spotkanie było krótkie. Reżyser potrzebował trwającej 3 minuty muzyki do sceny pościgu w pogrążonej w ulewie dżungli. Co więcej, muzyka była potrzebna „na wczoraj”. Silvestri udowodnił swój talent i pracowitość i przez jedną noc napisał utwór. Robert Zemeckis powierzył mu napisanie reszty ścieżki do filmu. Jak się później okazało, pozostał mu wierny we wszystkich swoich następnych filmach.

To ma być coś wielkiego

Gdy twórcy spotkali się po raz pierwszy na planie „Powrotu do przyszłości” reżyser nie miał zbyt wielu nagrań do pokazania kompozytorowi. Kręcono akurat scenę w której Marty McFly śpiewa piosenkę „Johnny B. Goode” (o której więcej w następnym akapicie) podczas balu szkolnego (do zobaczenia i posłuchania tutaj). Tym razem w filmie Zemeckisa nie było broni na każdym kroku, bohaterskiego Michaela Douglasa czy skarbu do odnalezienia. Tym razem bohaterem był nastolatek a otoczeniem osadzone w latach 50-tych nudne miasteczko. Jedynym co Zemeckis powiedział kompozytorowi, było to, że ścieżka ma być „wielka”. Kłóciło się to z pierwszym wrażeniem jakie sprawiała fabuła. Jednak po zgłębieniu scenariusza, Silvestri doszedł do wniosku, że pisząc muzykę powinien skupić się na młodym super-bohaterze, który poprzez swoje szlachetne czyny ratuje przyszłość swoją i bliskich. To dzięki temu pomysłowi w  całej ścieżce dźwiękowej, a przede wszystkim w „Back to The Future Main Theme” (do posłuchania tutaj) słyszymy motywy nawiązujące do super-bohaterów. Kolejną inspiracją dla kompozytora była postać Emmeta Browna, zwanego potocznie „Doc”. Ten szalony naukowiec miał głowę pełną pomysłów, ciągle stawiał sobie nowe wyzwania a jego roztargnienie przysparzało mu wielu kłopotów, które na bieżąco musiał rozwiązywać. Silvestri swoją muzyką chciał nawiązać do jego bez ustanku pracującego na wysokich obrotach… mózgu. Jak doskonale wiemy z fabuły filmu, „Doc” i Marty bez przerwy napotykają na nowe przeszkody a ich pokonywanie utrudnia nieubłaganie upływający czas. Muzyka napisana przez nowojorskiego kompozytora bez problemu nadąża za akcją. Z pewnością przysłużyła się temu największa jak na tamte czasy orkiestra zebrana do nagrania muzyki filmowej. Kompozytorowi udało się zaprosić do współpracy ponad 90 muzyków. Co więcej, śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że bez tej ścieżki dźwiękowej nie odczulibyśmy dynamiki prezentowanej akcji. Akcji, którą Zemeckis chciał zróżnicować pod kątem prezentowanych czasów. Posłużyły mu do tego nie tylko muzyka Silvestriego, nie tylko „samowiążące”  buty czy latająca deskorolka. Zemeckis sięgnął również po muzykę innych twórców, popularną w różnych odwiedzanych latach.

„Szukałeś nowych brzmień? Posłuchaj tego!”

Jedna z opisywanych przeze mnie wcześniej scen, szczególnie podkreśla różnice między odwiedzaną przez Martyego „epoką” a czasami w których żył. Podczas balu szkolnego Marty, chcąc pomóc swoim rodzicom nawiązać kontakt, wkracza na scenę aby zaśpiewać kilka utworów. Po skończonym występie, podczas którego nieco go „poniosło”, uczniowie w osłupieniu patrzą na głównego bohatera. Marty swój występ kwituje słowami: „Jeszcze za wcześnie żeby to się Wam spodobało, ale Wasze dzieci… będą za tym szaleć”. W tej scenie Robert Zemeckis wykonuje ukłon w stronę jednego z pionierów rock and rolla. Podczas gdy Marty gra utwór „Johnny B. Goode” jeden z artystów Marvin Berry dzwoni do swojego kuzyna Chucka i mówi: „Szukałeś nowych brzmień? Posłuchaj tego!”. Oryginalnym wykonawcą utworu był Chuck Berry. Co więcej, heavy-metalowa końcówka to kolejny ukłon w stronę innych muzyków. Zachowania Marty’ego odzwierciedlają artystów takich jak: Angus Young z AC/DC (gra na gitarze leżąc), The Who (kopanie głośników), obroty gitarą (Pete Townshend), Jimi Hendrix (solówka gitarowa) czy w końcu skakanie przez scenę na jednej nodze – znak firmowy Chuck’a Berry’ego. W tej świetnej scenie widać jednak wyraźnie, że to nie Michael J. Fox grał i śpiewał. Podkładem muzyki zajęli się Mark Campbell (wokal) oraz Tim May (gitara).

Michael J. Fox jako Marty McFly prezentuje heavy metal publiczności w latach 50-tych

 

Co ciekawe, na potrzeby reklamy filmu powstały trzy piosenki. Mający polskie korzenie Huey Lewis został poproszony o napisanie utworu do napisów końcowych oraz reklam filmu. Pierwszy utwór nie wywarł jednak na twórcach wrażenia. Po drugim spotkaniu Lewis przyniósł ze sobą nagranie „The Power of Love” (do posłuchania tutaj). Ten utwór również nie spełniał oczekiwań twórców, jednak umieścili go na ścieżce dźwiękowej. Dopiero po oglądnięciu niektórych ujęć z filmu Lewisowi udało się sprostać wymaganiom Zemeckisa i Gale’a. Utwór o którym mowa słyszymy po napisach końcowych, a jego tytuł to: „Back in Time” (do posłuchania tutaj).

Najważniejsze jest „kontinuum czasoprzestrzenne”

Wysyłając Marty’ego w przyszłość lub przeszłość, Doc bardzo często przypomina mu, aby uważać żeby nie zaburzyć „kontinuum czasoprzestrzennego”. Z pozoru mało ważne wydarzenia w przeszłości będą miały ogromny wpływ na przyszłość. Twórcy filmu zadbali o to, aby pokazać widzom jakie skutki może mieć zaburzenie kontinuum. W drugiej części filmu, „Almanac” z wynikami sportowymi wpada w ręce starego Biffa Tannena, który przenosi się w przeszłość i wręcza go samemu sobie. Kiedy Marty wraca z przyszłości do 1985 roku okazuje się, że świat wygląda zupełnie inaczej w porównaniu z tym kiedy go opuszczał. To najbardziej wyraźny przykład jaki nam dali twórcy. Na tym jednak nie poprzestali i zadbali też o najdrobniejsze szczegóły. Pierwsza podróż w czasie Marty’ego odbywa się na parkingu sklepu „Twin Pines Mall”. Kiedy przybywa do lat 50-tych, DeLorean mknie przez prywatną posesję, na której rosną dwie młode sosny. Jedna z nich niestety nie przetrwała spotkania z samochodem. Pod koniec filmu, gdy Marty wraca do lat 80-tych, sklep na którego parkingu jest Doc nazywa się już „Lone Pine Mall”.

Nie bez powodu „Powrót do przyszłości” zyskał miano kultowego i do dziś przykuwa uwagę wielu widzów. W jednym z wywiadów Robert Zemeckis i Bob Gale powiedzieli, że jako posiadacze praw do tego filmu, za swojego życia nie pozwolą aby powstała jego nowa wersja. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest to bardzo dobra decyzja. Lepiej aby pozostawić ten obraz takim, jaki powstał 32 lata temu. Jest wystarczająco dobry.

2 thoughts on “Kompozytor podróżujący w czasie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *