Maximus Decimus Meridius – wybawca Rzymu

Na przełomie tysiącleci Ridley Scott nakręcił film, który powinien przetrwać kolejne millenia. Wielkie dzieło opisujące losy skazanego na śmierć generała rzymskiego i następnie powracającego aby triumfować, na długo zapadnie w pamięci każdego z nas. Film został nakręcony z ogromnym rozmachem, świadczy o tym nawet ilość rekwizytów i kostiumów stworzonych na potrzeby filmu – wyprodukowano ich dziesiątki tysięcy. Natomiast na Malcie (gdzie film był kręcony) w pewnym momencie zabrakło gipsu potrzebnego do budowania scenografii. Film jednak nie byłby tym czym jest bez jednego z ważniejszych czynników – muzyki skomponowanej przez Hansa Zimmera i Lisę Gerrard.

 

Głównego bohatera poznajemy w momencie gdy po blisko 3 latach przebywania na froncie, dowodzi wojskami rzymskimi w drodze do uwieńczenia dzieła życia Marka Aureliusza – stworzenia militarnej, społecznej i terytorialnej potęgi cesarstwa rzymskiego. Chylący się już ku śmierci cesarz, chce przekazać władzę w ręce Maximusa Decimusa Meridiusa pomimo, iż prawowitym następcą tronu jest jego syn Kommodus. Gdy ten dowiaduje się o zamiarach ojca, nie może pogodzić się z tym faktem. Jest to przyczyną tragedii jaka dotknie jego, jego najbliższych a także Maximusa.

Nie wszystko jest tym czym wydaje się być

 

Riddley Scott, przygotowując się do nakręcenia filmu, odwiedził Rzym i tamtejsze Colloseum. Reżyser uznał, że jest ono „za małe” i poprosił scenografów aby do filmu starali się stworzyć „większy” Rzym. Twórcy inspirowali się brytyjskimi i francuskimi romantycznymi malarzami, a także nazistowskim architektem Albertem Speerem. Wiele z ujęć Rzymu jakie widzimy w filmie (w szczególności z lotu ptaka) zostało stworzonych za pomocą efektów komputerowych. Grafika komputerowa została również wykorzystana do stworzenia jednej ze scen z aktorem grającym Proximo, Oliverem Reedem. Odtwórca tej roli zmarł niespodziewanie na atak serca w trakcie kręcenia filmu. Producenci w obliczu tego wydarzenia zdecydowali się nie zastępować go innym aktorem. Z pomocą przyszła grafika i efekty CGI, które posłużyły do stworzenia sceny śmierci Proximo, gdy wypowiada słowa „Shadow and dust” (j.pol. „Proch i cienie”). Wykorzystano tutaj scenę, w której Proximo rozmawia z Maximusem w tunelu przed wyjściem na walkę z Tygrysem z Galii i wypowiada te same słowa co na chwilę przed swoją śmiercią. Po przyjrzeniu się tym scenom dokładnie, można bez problemu zobaczyć, że jest to jedno i to samo ujęcie. Natomiast jedna z najbardziej znanych scen z filmu, ujęcie ręki dotykającej zboża, została nakręcona bez udziału Russella Crowe’a. W rzeczywistości jest to dłoń jego dublera Stuarta Clarke’a. Jest jednak dużo prawdziwości w scenografii filmu. Za przykład może posłużyć batalia z początku tej historii, nakręcona w lasach hrabstwa Surrey, w pobliżu Londynu. Tereny te zostały przeznaczone pod wycinkę. Gdy tylko Ridley Scott się o tym dowiedział, zaproponował tamtejszym władzom swoje „usługi” i obiecał, że może pomóc w zniszczeniu lasu. Przedstawiciele władzy przyjęli tę propozycję, dzięki czemu ekipa filmowa mogła zrobić z przeznaczonym im terenem co tylko chciała. Spektakularne efekty tej niecodziennej współpracy oglądamy na początku filmu.

To nie ręka Russella Crowe’a zagrała w jednym z najbardziej znanych ujęć „Gladiatora”

Russell Crowe trudnym współpracownikiem

 

Do roli Maximusa początkowo był brany pod uwagę Mel Gibson. Aktor uznał jednak, że w wieku 43 lat jest za stary na taką postać. Tym sposobem scenariusz trafił do pracującego przy „Informatorze” Russella Crowe’a. Ten początkowo nie chciał przeczytać dokumentu. Przekonał go do tego dopiero reżyser „Informatora” Michael Mann mówiąc, żeby Crowe „lepiej potraktował tą sprawę z Ridleyem Scottem trochę bardziej na poważnie”. Aktor wziął sobie te słowa do serca i przyjął propozycję. Z pewnością nie żałuje tej decyzji, bowiem rola przyniosła mu jedynego do tej pory Oskara. Co więcej, odtwórca roli Maximusa przyznaje, że jest to jego ulubiony amerykański film. Aktor chciał jednak mieć swój udział w tworzeniu obrazu i poza własną interpretacją postaci, chciał wprowadzać zmiany w scenariuszu. Nie zgodził się na proponowany wątek seksualny pomiędzy Maximusem a Lucillą. Niewiele brakło a nigdy nie usłyszelibyśmy jednej z największych ripost w historii kina. Crowe, w scenie gdy odsłania twarz przed Kommodusem nie chciał wypowiedzieć słów „…których pomszczę, w tym życiu lub następnym.” Powiedział nawet do scenarzysty: „Twój tekst jest jak śmieci, ale ja jestem największym aktorem na świecie i sprawię, że nawet śmieci będą brzmieć dobrze”. Zgoła inną postawę prezentowała Connie Nielsen, która prywatnie interesuje się historią i starożytnym Rzymem. Odtwórczyni roli Lucilli była bardziej umiarkowana i np.: bardzo chętnie dzieliła się swoją wiedzą na temat Rzymu z producentami filmu.

Wielki film, większa muzyka

 

Ridley Scott do skomponowania muzyki zaprosił Hansa Zimmera z którym współpracował wcześniej przy filmie „Czarny Deszcz”.  Kompozytor w jednym z wywiadów (do zobaczenia tutaj) opowiada o tym jak spotykał się z reżyserem i rozmawiał o możliwych rozwiązaniach dla filmu. Pewnego razu twórcy spotkali się na planie podczas kręcenia scen we wspominanych wcześniej lasach hrabstwa Surrey. Zimmer wspomina obraz setek statystów, filmowców i aktorów uwijających się na mrozie w błocie i deszczu. Następnie został zaproszony przez reżysera do filmowego namiotu Marka Aureliusza. Muzykowi w oczy od razu rzucił się kontrast pomiędzy namiotem dowódcy a realiami frontu. To było inspiracją do tego, aby trudy wojny, muzycznie połączyć z bogactwem cywilizacji. Wynikiem tego był pomysł, aby muzykę towarzyszącą walkom opierać na… walcu wiedeńskim (m.in. „The Battle” do posłuchania tutaj). Poza tym, Zimmer przyznaje, że w wielu wypadkach stara się dopasować swoją muzykę do miejsc które będą przedstawiane przy jej akompaniamencie. Stąd bardzo charakterystyczne dźwięki jakie słyszymy gdy karawana z niewolnikami i nieprzytomnym Maximusem dociera do pustynnych miast południa cesarstwa rzymskiego. Do tych lokacji został wykorzystany instrument o nazwie „Duduk” – rodzaj fletu mający swoje pochodzenie na Bliskim Wschodzie. Do wykonania utworów z użyciem tego instrumentu, zaproszono niekwestionowanego mistrza gry na nim – ormiańskiego muzyka Dżiwana Gaspariana. Jednym z utworów nagranych przy użyciu instrumentu „duduk” jest „To Zucchabar” (do posłuchania tutaj). Jednak nie tylko lokacje były ważne dla Zimmera w komponowaniu muzyki do tego obrazu. Twórca chciał też dotykać uczuć i niektórym scenom nadać jeszcze głębszego wyrazu. Wspominana wcześniej scena gdzie dłoń dotyka zboża, była dla Zimmera doskonałym momentem aby wyrazić tęsknotę głównego bohatera z domem, rodziną i szczęściem. W poszukiwaniu głosu, który pomógłby osiągnąć ten cel, kompozytor trafił na Lisę Gerrard, która nie bez wahania przyjęła propozycję. Zafascynowany jej możliwościami wokalnymi napisał m.in. utwór „Elysium” (do posłuchania tutaj). Jednak zanim zwrócono się do Lisy Gerrard z prośbą o użyczenie głosu na ścieżce dźwiękowej, poproszono o to włoskiego tenora Luciano Pavarottiego. Ten jednak odmówił, czego jak później przyznał – żałował.

Przegląd ścieżki dźwiękowej w 14 minut

 

Hans Zimmer opowiada, że zdecydował się na dość ciekawy zabieg już w pierwszym kwadransie filmu, a dokładniej w pierwszych 14 minutach. W tym czasie słyszymy większość z utworów jakie pojawiają się w filmie. Nie jest to rzadki zabieg, podobnie uczyniono m.in. w filmie „La La Land” (o którym pisałem w tym artykule) w utworze „Epilogue”. Poza pierwszymi 14 minutami „Gladiatora” tematy muzyczne są powtarzane, podobne melodie możemy słyszeć kilkukrotnie w lekko zmienionych aranżacjach. Jest jednak jeden utwór, który został użyty tylko raz i to w drugiej części filmu. Mowa o utworze „Am I not Merciful?” (do posłuchania tutaj), który został skomponowany specjalnie na potrzeby sceny w której Kommodus przedstawia swojej siostrze jego pomysł na dalsze wspólne życie. Kompozytor chciał nadać tej scenie zupełnie nowy wydźwięk. Chciał podkreślić mroczność charakteru i fakt, że Kommodus postradał zmysły. Szaleństwo i obsesja bohatera granego przez Joaquina Phoenixa są głównym tematem utworu. Będąc przy tej scenie, należy wspomnieć, że powtórzenie słów „Am I not Merciful?” (j. pol. „Czyż nie jestem litościwy?”) i wykrzyczenie ich, było w całości inwencją aktora. Grająca jego siostrę Connie Nielsen nie spodziewała się krzyku, jednak jej reakcja na tyle spodobała się reżyserowi, że postanowił ją zostawić w filmie.

Kontrowersje i uznanie

 

Hans Zimmer pomimo, iż jest uważany za jednego z największych kompozytorów muzyki filmowej, jest również mocno krytykowany. Zdarza się, że zarzuca mu się plagiatowanie prac innych twórców. Zarzuty takie spotkały go przy ścieżce dźwiękowej do filmu „Interstellar” (o którym pisałem tutaj), nie uchronił się przed nimi też przy „Gladiatorze”. Kompozytor został pozwany do sądu przez spadkobierców Gustava Holsta za rzekomy plagiat utworu „Mars: The Bringer of War” (do posłuchania tutaj). Utwór miał być skopiowany do melodii „The Battle” (do posłuchania tutaj). Pozew został ostatecznie wycofany, jednak pozostawia pewien niesmak, tym bardziej, że podobieństwa pomiędzy kompozycjami da się usłyszeć. Kompozytorowi zarzuca się też czerpanie z dzieł Wagnera. Szczególnie zaznacza się podobieństwo pomiędzy utworami Siegfried’s Funeral March (do posłuchania tutaj) a „The Might of Rome” (do posłuchania tutaj) autorstwa Zimmera. Sam kompozytor nie ukrywa faktu, że czerpie z klasyków. Jeden z najpiękniejszych utworów ze ścieżki dźwiękowej do „Gladiatora”, „Now We Are Free” (do posłuchania tutaj) został zaśpiewany przez Lisę Gerrard. Ten utwór, pośród innych z całej ściezki przyczynił się do nominacji do Oskara w 2001 roku. Co ciekawe, nominację otrzymał tylko Hans Zimmer. Akademia Filmowa zdecydowała o tym, by Lisa Gerrard nominacji nie otrzymała, co wywołało niemałe kontrowersje. Mimo tego, Zimmer i Gerrard już razem, otrzymali Złoty Glob za opisywaną ścieżkę. Wspomniany wcześniej Luciano Pavarotti żałując decyzji o odmówieniu zaśpiewania m.in. utworu „Now We Are Free”, zdecydował się nagrać swoją wersję tego utworu. „Il Gladiatore” do posłuchania tutaj. Swoją interpretację nagrał również Andrea Bocelli, można jej posłuchać tutaj.

Ścieżka dźwiękowa jak i cały film są dziełem, do którego za każdym razem wracam z entuzjazmem. Czy Wy też przypominacie sobie czasem losy bohaterów tego filmu? Który utwór lubicie najbardziej?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *