Przebój, który powstał dzięki reklamie firmy wodociągowej

Trzech scenarzystów którzy zagrali później w filmie, dziesiątki zmian fabuły, wiele improwizowanych scen, cięcia budżetu, brak pozwolenia na zdjęcia i piosenka przewodnia której twórca został pozwany za plagiat. Wygląda jak przepis na filmową katastrofę? Nie! To film, który przyniósł wytwórni Columbia Pictures największe zyski w jej historii (po uwzględnieniu inflacji nadal jest na pierwszym miejscu).

 

O jakim filmie mowa? Oczywiście o „Pogromcach duchów”. Jest to historia trzech parapsychologów z Nowego Jorku, którzy zakładają firmę specjalizującą się w  zwalczaniu zjawisk nadprzyrodzonych. Produkcja, która pomimo przeszkód podczas powstawania i kilku niedociągnięć nadal jest uważana za jedną z lepszych komedii w historii.

Setki pomysłów i improwizacja

Trzech scenarzystów filmu (Harold Ramis, Rick Moranis i Dan Aykroyd) miało wiele, często odmiennych pomysłów na przedstawienie całej historii. Dan Aykroyd jako autor oryginalnego scenariusza, stworzył historię nieco odmienną od tej, którą możemy zobaczyć w gotowym filmie. Według jego pierwszego pomysłu, akcja filmu miała toczyć się w przyszłości, a „Pogromcy Duchów” mieli być jedną z wielu ekip zajmujących się oczyszczaniem miast z postaci nadprzyrodzonych. Nie zgodził się na to reżyser Ivan Reitman, według którego nakręcenie takiego filmu kosztowałoby mniej więcej 300 milionów dolarów. Kolejnym z pomysłów Aykroyda było rozpoczęcie filmu od prezentacji samochodu pogromców – Ecto 1. Na to z kolei nie zgodził się Harold Ramis, który chciał aby najpierw przedstawić historię formowania grupy. Skoro jesteśmy przy firmowym samochodzie bohaterów filmu, należy wspomnieć, że w pierwszym zamyśle miał on być czarny. Twórcy filmu zgodzili się jednak, że skoro planują kręcić część scen w nocy, to czarny kolor nadwozia może sprawić, że samochód będzie słabo widoczny. Wracając jeszcze na chwilę do autora scenariusza, pierwszym jego pomysłem na tytuł było: „Ghost Smashers”.

Ecto  1, który wystąpił w „Ghostbusters”

Genialny Bill Murray często miewa ciekawe wymagania dotyczące jego zatrudnienia w filmie. Gdy został zaproszony przez Columbia Pictures do udziału w powstającym obrazie, postawił warunek swojego angażu. Wymusił na wytwórni, że ta sfinansuje i nakręci nową wersję filmu „Ostrze brzytwy” z nim w jednej z ról. Prośba aktora została spełniona – dostał fotel scenarzysty i główną rolę. Wracając jednak do „Pogromców duchów” należy wspomnieć, że wiele jego kwestii w filmie było improwizowanych lub wymyślanych na bieżąco. Co więcej, scena w której Louis Tully (w tej roli Rick Moranis) podczas imprezy w swoim mieszkaniu rozmawia z gośćmi, jest prawie w całości improwizowana. Podobnie jest w przypadku scen z przejażdżką Ecto 1 po Nowym Jorku. Ujęcia te, były kręcone w pierwszym dniu zdjęć, gdy ekipa filmowa nie miała jeszcze pozwolenia na kręcenie. Sceny zostały zrealizowane w szybkim czasie z obawy o nadmierne zainteresowanie przechodniów i policji.

 Rzadko spotykane metody promowania filmu

Poza tradycyjnymi metodami promowania obrazu, producenci zdecydowali się na użycie mniej spotykanych rozwiązań marketingowych. Jednym z nich, była kampania przeznaczona na billboardy gdzie użyto tylko i wyłącznie logo „Pogromców duchów”, bez żadnych dodatkowych informacji. W miarę jak kampania się rozwijała, Ecto-1 wyjechał na ulice Manhattanu i przemieszczał się po mieście promując film. Najciekawszym jednak pomysłem, był zabieg wykonany przez reżysera Ivana Reitmana. W kampanii promocyjnej do telewizji, użyto tej samej reklamy, która jest pokazana w filmie. Zamieniono w niej tylko numer telefonu na działający. Bill Murray i Dan Aykroyd nagrali swój głos, który dzwoniący ludzie słyszeli po wybraniu numeru z reklamy (wersja z filmu do zobaczenia tutaj). Wiadomość miała mniej więcej następujący tekst: „Cześć, aktualnie nas nie ma, pojechaliśmy łapać duchy”. Pomysł okazał się sukcesem, w ciągu kilku tygodni, na podany numer przychodziło tysiące połączeń przez 24 godziny na dobę.

Piosenka pisana na kolanie osiąga oszałamiający sukces

Pomimo wspominanych wcześniej niedociągnięć i wielu improwizacji, twórcy starali się przygotować solidne podstawy do nakręcenia filmu. Autorski scenariusz Dana Aykroyda był dyskutowany przez wiele tygodni. Autor ścieżki dźwiękowej do filmu Elmer Bernstein, został poinformowany o projekcie długo przed nakręceniem zdjęć. Coś takiego w muzyce filmowej zdarza się niezwykle rzadko. Częściej kompozytorzy dostają mniej więcej następującą informację: „Skończyliśmy kręcić film, premiera za miesiąc, potrzebujemy muzykę”. Bernstein był szczęściarzem, że dostał o wiele więcej czasu na stworzenie ścieżki dźwiękowej. Zupełnie inną sytuację miał twórca najbardziej znanej piosenki z „Pogromców duchów” – Ray Parker Jr. Dostał on niecałe trzy dni na stworzenie utworu przewodniego. Zanim jednak poproszono Parkera o napisanie piosenki, zwrócono się do Lindseya Buckingham’a. Ten odmówił, uzasadniając odpowiedź faktem, iż nie chce być kojarzony jako „gość od ścieżek dźwiękowych”. Następnie zwrócono się do popularnego w tym czasie Huey’a Lewis’a, który również odmówił. W tym czasie był zaangażowany w produkcję innego filmu  – „Powrotu do przyszłości”. W międzyczasie do wytwórni nadesłano około 60 różnych propozycji na główną piosenkę, jednak żadna z nich nie przypadła producentom do gustu.  Po dwóch nieudanych próbach i odrzuceniu nadesłanych propozycji, zwrócono się do Ray’a Parkera, który przyjął projekt. Tematyka, tytuł filmu i niemoc twórcza sprawiły, że powierzone mu zadanie mogłoby nie zostać wykonane. Z pomocą przyszła reklama firmy usługowej w lokalnej telewizji, gdzie usługodawcy oferowali swoją gotowość do pomocy przy instalacjach wodnych i kanalizacyjnych. Parker skojarzył to z filmem i wpadł na pomysł, aby cała piosenka była oparta na motywie reklamy, a jej najważniejszym tekstem było:

„Who you gonna call? Ghostbusters!”

Jako, że czasu na nagranie było bardzo mało, Ray Parker Jr. na wzór Billa Conti’ego (opis tej historii w  artykule o muzyce do filmu Rocky I – w tym linku) poprosił swoją dziewczynę o skompletowanie chóru, który w piosence będzie wykrzykiwać słowa: „Ghostbusters!”. Tym sposobem jedna z najbardziej rozpoznawalnych fraz tego utworu została zaśpiewana (albo wykrzyczana) przez dziewczynę i przyjaciół autora piosenki. Do utworu  powstał cały teledysk (do zobaczenia tutaj) do którego zaproszono gwiazdy kina (m.in. Chevy’ego Chase’a czy Danny’ego DeVito), które nie wystąpiły w filmie. Ich rolą jest powtarzanie w refrenie „Ghostbusters!”. Co więcej, w teledysku wystąpili również główni bohaterowie filmu, którzy tańczą wraz z Parkerem na Times Square. Piosenka stała się niezwykle popularna, dotarła na pierwsze miejsce listy Billboard 100 i utrzymywała się tam przez kilka tygodni. Dostała również nominację do Oskara, jednak przegrała z „I just called to say I love you” Steviego Wondera.

Pozwy sądowe i zadośćuczynienia

 

Sukces utworu nie umknął uwadze poproszonego wcześniej o stworzenie muzyki do filmu, Huey’a Lewisa. Złożył on w sądzie pozew w związku z plagiatem jaki miał popełnić Ray Parker Jr., z uwagi na zbyt duże podobieństwa utworu „Ghostbusters” do wypuszczonej wcześniej przez Lewisa piosenki „I need a new drug” (do posłuchania tutaj). Trudno się nie zgodzić z Lewisem, podobieństwa w podkładzie muzycznym są znaczące. Po pewnym czasie muzyk jednak zdecydował się wycofać pozew z uwagi na ugodę jaką zawarł z wytwórnią Columbia Pictures. Kwota ugody nie została ujawniona a strony umówiły się, że nigdy nie ujawnią szczegółów całego porozumienia. Jednak w 2001 roku, Lewis w jednym z wywiadów wyjawił wiele detali zawartej ugody. Przyznał w nim, że Columbia Pictures „kupiła jego milczenie” na temat kradzieży utworu. Tutaj na scenę wkracza Ray Parker Jr. z pozwem ze swojej strony, tym razem za niedotrzymanie warunków umowy i ujawnienie tajnych informacji.
Jednak najbardziej poszkodowanym w całym zamieszaniu nie jest ani Parker ani Lewis, ale mało znany zespół „M”. W 1979 roku zespół nagrał piosenkę „Pop music” (do posłuchania tutaj). Po wysłuchaniu tego utworu, możemy mieć duże wątpliwości co do tego, kto dopuścił się plagiatu.

Co sądzicie o całym zamieszaniu związanym z rzekomymi plagiatami?
Lubicie czasem wrócić do tej świetnej komedii z połowy lat 80-tych?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *