Co sprawiło, że na 3 minutową scenę z ośnieżonym krzyżem patrzyliśmy z zapartym tchem? Ennio Morricone.

Quentin Tarantino przyzwyczaił nas do tego, że praktycznie każdy jego film jest po prostu świetny. Przyzwyczaił nas również do tego, że dzieł tych powstaje niewiele i że trzeba czekać na nie długo. Z doświadczenia wiemy, że warto. Dlatego też, gdy po wielu latach prób, zdołał przekonać Ennio Morricone do napisania muzyki do swojego filmu, widzowie mogli być niemal pewni, że ta kooperacja przyniesie światu kolejny hit. Apetyty podsycał fakt, że „Nienawistna Ósemka” to pierwszy film Tarantino, na którego potrzeby skomponowano oryginalną ścieżkę dźwiękową.

Trudne początki współpracy

Quentin Tarantino słynący z kina przepełnionego krwią, przemocą, wulgaryzmami ale także nietuzinkowego humoru i mocnego przekazu, już w 1994 roku inspirował się twórczością Morricone. Dzieła skomponowane przez „Maestro” były wskazówką dla Tarantino przy wyborze utworów do „Pulp Fiction”. Przy kolejnych projektach (Kill Bill, Grindhouse: Death Proof), Tarantino znacznie odważniej czerpał z pracy włoskiego kompozytora. Umieścił w nich utwory już wcześniej skomponowane i opublikowane przez Włocha. W 2009 roku próbował namówić Morricone do napisania muzyki do „Bękartów Wojny”. Tarantino znacznie przyspieszył prace nad filmem, ponieważ chciał go pokazać na festiwalu w Cannes. Z uwagi na zbyt krótki termin, kompozytor nie podjął się współpracy. Mimo tego, Tarantino po raz kolejny w swoim filmie umieścił materiały muzyczne autorstwa Ennio Morricone. Upór reżysera „Wściekłych psów” przyniósł jednak owoce przy powstawaniu hitowego „Django” do którego Morricone napisał piosenkę „Ancora Qui”, a którą to zaśpiewała Elisa Toffoli (do posłuchania tutaj). Następnie podczas spotkania ze studentami, Morricone wypowiedział słowa po których fani obydwu twórców mogli poczuć się zasmuceni. Wiele gazet powtarzało słowa włoskiego kompozytora: „Nie jestem zadowolony ze współpracy z Tarantino. Używa muzyki bez żadnej konsekwencji. Nie będę z nim pracować już przy żadnym projekcie”. Szokujące artykuły okazały się naciągane i wyrwane z kontekstu. W późniejszym oświadczeniu, Morricone napisał: „To, co ukazało się prasie, jest tylko częścią moich myśli. Artykuły te zniekształcają prawdziwe znaczenie moich słów. Mam wielki szacunek dla Tarantino, cieszę się, że wybiera moją muzykę – to znak artystycznego braterstwa. To, że wybiera różne utwory do filmów, sprawia, że praca kompozytora staje się trudna, ponieważ komponując chcę być konsekwentny, a taki sposób traktowania muzyki w znaczny sposób utrudnia moją pracę.” Szczęśliwie dla widzów na całym świecie, twórcy znaleźli wspólny język, co zaowocowało powstaniem 50-minutowej ścieżki dźwiękowej a także Oscarem i Złotym Globem dla włoskiego kompozytora. Twórcy zakomunikowali fakt o podjęciu współpracy podczas rozdania nagród „David Di Donatello” w Rzymie.

Owocne spotkanie w domu Mistrza

Przed rozdaniem wspomnianych nagród, Tarantino złożył wizytę w domu Morricone. Podczas spotkania rozmawiali o napisaniu muzyki do jego nowego filmu. Kompozytor zapoznał się z wcześniej przesłanym scenariuszem i uważał go za świetny materiał. Jego zdziwienie było ogromne, gdy na swoje pytanie: „Kiedy zaczynasz kręcić film?”, usłyszał odpowiedź: „Już skończyliśmy. Teraz jesteśmy w fazie edycji”. To mogła być kolejna nieudana próba, ponieważ początkowo kompozytor nie chciał zdecydować się na pisanie muzyki. Miał inne zobowiązania a czas do pracy przy „Nienawistnej Ósemce” znów był za krótki (Tarantino chciał muzykę w ciągu 4 tygodni). Tarantino nie poddał się i poprosił o szczegóły dotyczące pierwszych pomysłów kompozytora. Odpowiedź dotyczyła sceny otwierającej w której dyliżans przemierza bezkresne połacie śnieżnej pustyni. „Muzyka o której myślę związana jest z przemieszczaniem się dyliżansu, ale także sugeruje zbliżającą się falę przemocy”. Utwór o którym mowa to oczywiście „The Last Stage to Red Rock” (do posłuchania tutaj). Te słowa wywarły na Tarantino ogromne wrażenie, postanowił za wszelką cenę namówić kompozytora do napisania muzyki. Włoch zgodził się na skomponowanie głównego motywu i nagrania go w kilku wariantach (smyczki, orkiestra dęta). Początkowo miało to być 7 minut muzyki. Następnego dnia, w trakcie rozdania nagród „David di Donatello”, podczas spotkania dwóch twórców, Morricone powiedział, że zamiast siedmiu minut, skomponował trzydzieści. Za ciekawostkę można uznać fakt, że pozostała część ścieżki dźwiękowej „Nienawistnej Ósemki”, to niepublikowane wcześniej elementy ścieżki dźwiękowej z filmu „Coś”, której kompozytorem jest oczywiście „Maestro”. Muzyka ta pasowała do nowego filmu z uwagi na podobieństwo klimatu – pustka, mróz, zima, przemoc i zagadka.

Jeden z plakatów promujących film

Inspiracje doświadczonego kompozytora

Ennio Morricone w swojej karierze skomponował utwory i ścieżki dźwiękowe do ponad 500 filmów. Jego utwory możemy słyszeć w wielkich hollywoodzkich produkcjach (m.in. genialna „Cockeye’s Song” z „Pewnego razu w Ameryce” do posłuchania tutaj), a także w nisko ocenianych, starych włoskich produkcjach, które miały naśladować największe hity Hollywood. Co ciekawe Morricone skomponował muzykę do filmu „Antychryst”, włoskiej odpowiedzi na amerykański hit „Egzorcysta”. 3 lata później zaproszono go do napisania muzyki w drugiej części hitu Williama Friedkina. To właśnie między innymi horrory były inspiracją do napisania muzyki do „Nienawistnej ósemki”. Natomiast w największym stopniu, Morricone sugerował się uczuciami jakie wywołał w nim scenariusz. Podobała mu się historia i paradoksalnie nie traktował jej jako western, więc chciał napisać coś kompletnie innego w porównaniu do utworów jakie komponował do westernów w przeszłości. Co więcej, Tarantino dał mu całkowitą dowolność, dzięki czemu kompozytor nie ograniczony żadnymi ramami stworzył ścieżkę wartą Oscara.

Stare przyzwyczajenia zostają

Ennio Morricone na potrzeby opisywanego filmu stworzył 50-minutową ścieżkę dźwiękową. Zawiera ona świetne kompozycje, które dodają obrazowi klimatu, pomagają odkrywać fabułę i podkręcają nasze emocje. Tarantino, pomimo otrzymania kompletnej ścieżki, zgodnie ze swoimi przyzwyczajeniami znów postanowił skorzystać z dzieł innych artystów. Dzięki temu w jego „zimowym westernie” możemy usłyszeć m.in. utwór Roya Orbisona „There won’t be many coming home” (do posłuchania tutaj), który oryginalnie znalazł się w filmie „The Fastest Guitar Alive”. Roy Orbison zagrał w nim jedną z głównych ról. Piosenka, którą śpiewała Daisy Domergue (w tej roli Jennifer Jason Leigh), to w oryginale australijska piosenka folkowa pt: „Jim Jones at Botany Bay” (utwór z filmu do posłuchania tutaj). Kolejna ciekawostka: w tej scenie aktorka gra na zabytkowej, blisko 150 letniej gitarze. Postać grana przez Kurta Russela w pewnym momencie rozbija ją w drobny mak. Nie było to przewidziane w scenariuszu, co widać w reakcji Daisy, która w zdziwieniu patrzy poza kadr na ekipę filmową. Kolejny utwór „Apple Blossom” (do posłuchania tutaj) pochodzi z płyty „De Stijl” amerykańskiego zespołu „The White Stripes”.

Ciekawostka odnośnie filmów Quentina Tarantino: Polski operator Andrzej Sekuła jest odpowiedzialny za zdjęcia do dwóch wielkich hitów Teksańczyka: „Pulp Fiction” oraz „Wściekle psy”.

A co Wy sądzicie o ścieżce dźwiękowej do „Nienawistnej Ósemki”? Podoba Wam się koncepcja Maestro Morricone związana z narastającym niepokojem i przepowiednią nadchodzącej fali przemocy?

2 thoughts on “Co sprawiło, że na 3 minutową scenę z ośnieżonym krzyżem patrzyliśmy z zapartym tchem? Ennio Morricone.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *