Pańskie espresso tym razem będzie najlepsze

W filmie Davida Lyncha pt: „Blue Velvet” jest scena w której Isabella Rossellini śpiewa piosenkę w klubie do którego przychodzi Jeffrey wraz z Sandy. Wykonanie utworu powala z nóg, jednak mało kto wie, że za tym wszystkim stoi Angelo Badalamenti. Jeszcze mniej osób wie, że „dzięki” problemowi Isabelli Rossellini z wykonaniem utworu, David Lynch poznał „Andy’ego Badale” (taki wcześniej przydomek nosił Badalamenti).

Dzięki tej znajomości mieliśmy przyjemność słuchać m.in. ścieżki dźwiękowej do serialu „Twin Peaks” (o czym pisałem w tym artykule), Lynch polubił włoskiego kompozytora na tyle, że zaprosił go do współpracy przy kilku innych projektach, m.in. – „Mulholland Drive”. Co więcej, poza skomponowaniem muzyki, Badalamenti zagrał też epizodyczną (ale jak bardzo charakterystyczną) rolę w tym filmie.

„Spraw by była jak wiatr. To powinna być piosenka, która unosi się na morzu czasu.”

Sposób opisywania oczekiwań Davida Lyncha co do muzyki może wydawać się skomplikowany, jednak nie dla Badalamentiego. Piękno i uczucia są podstawą do powstawania muzyki w filmach Lyncha, a dla jego kompozytorów rozumienie opisów jest tym prostsze, że rozmowa o muzyce rozpoczyna się jeszcze przed montażem filmu. Co więcej, reżyser „Mulholland Drive” uwielbia brzmienia rosyjskie i wschodnioeuropejskie. Dobrze widziane jest wolne tempo które doskonale pasuje do przedstawianej sceny. Konkretne postaci też otrzymują dedykowane im utwory, a w zależności od klimatu filmu (które w większości są mroczne i tajemnicze) muzyka przybiera różną postać. W obrazie Lyncha o fantazjach młodej aktorki na temat Hollywood, muzyka przybiera zdecydowanie mroczną barwę. Jest jednak kilka wyjątków. Otwierająca film scena przedstawiająca tańczących ludzi, okraszona jest swingowym „Jitterburg” (do posłuchania tutaj) który z pozoru w ogóle nie pasuje do filmu. Tym bardziej, że płynnie przechodzi do bardzo mrocznej i klimatycznej „Mulholland Drive” (do posłuchania tutaj) która towarzyszy światłom limuzyny na ciemnych wzgórzach Hollywood. Badalamenti i Lynch w ścieżce dźwiękowej nie ograniczają się tylko do własnych pomysłów. Śmiało korzystają ze znanych utworów we własnych aranżacjach. Jednym z artystów z których twórczości korzystali jest Roy Orbison. Jego utwór „Crying” (do posłuchania tutaj) został zaaranżowany do sceny w klubie „Silencio” gdzie artystka (w tej roli Rebekah Del Rio) wykonuje utwór „Llorando” (do posłuchania tutaj).  Podczas tworzenia ścieżki dźwiękowej do filmu, Badalamenti współpracował m.in. z City of Prague Philharmonic. Nad odgrywaniem muzyki pracowało 62 muzyków. Główne instrumenty to instrumenty strunowe, dęte oraz perkusja. Artyści którzy wystąpili na ścieżce to m.in. John Neff, Sonny Boy Williamson, Milt Buchner oraz Rebekah Del Rio.

Lynch szuka oszczędności w pieniądzach i… czasie

W filmie „Blue Velvet” miała pojawić się piosenka „Song of the Siren” jednak prawa autorskie kosztujące 50000 dolarów znacznie przekraczały budżet na muzykę. Producenci filmu poprosili Badalamentiego o napisanie zupełnie nowej piosenki, która zastąpi utwór z którego byli zmuszeni zrezygnować. Kompozytor zgodził się na propozycję, jednak postanowił poprosić reżysera o napisanie słów. W pierwszej chwili pomysł wydał się Lynchowi niedorzeczny jednak ostatecznie przystał na tę propozycję. Niedługo później, Isabella Rossellini przekazała kompozytorowi żółtą karteczkę z tekstem piosenki. Muzyk nie doszukał się w nim żadnej wskazówki co do tego jakie muzyka powinna mieć brzmienie, postanowił więc zapytać bezpośrednio reżysera. W odpowiedzi usłyszał: „Spraw by była jak wiatr. To powinna być piosenka, która unosi się na morzu czasu.” Odpowiedź była dosyć enigmatyczna, jednak kompozytorowi udało się trafić w gusta reżysera. Następnie został poproszony o znalezienie kogoś „kto śpiewa jak anioł”. Badalamenti pracował wcześniej z Julie Cruise której zaproponował wykonanie utworu. „Mysteries of Love” (do posłuchania tutaj) zwaliło Lyncha z nóg a dla Julie Cruise było to otwarcie okna na współpracę z tym reżyserem przy kolejnych projektach.

„Song of the Siren” z której zrezygnowano przy Blue Velvet„, zapadła Lynchowi w pamięci na tyle mocno, że wykorzystał ją kilka lat później w innym swoim filmie, gdy budżet już mu na to pozwalał. Mowa oczywiście o filmie „Lost Highway”. W przypadku „Mulholland Drive” również możemy spotkać się z oszczędnościami związanymi z prawami autorskimi. Piosenka „Sixteen Reasons” (do posłuchania tutaj) którą słyszymy podczas przesłuchania prowadzonego przez reżysera Adama Keshera zagrała w filmie, jednak nie została umieszczona w ścieżce dźwiękowej. Cena jaką postawiły osoby reprezentujące Connie Stevens za wykorzystanie piosenki w ścieżce dźwiękowej okazała się zbyt wysoka.

Kompozytor zostaje aktorem.

Rola epizodyczna to z reguły krótkie pojawienie się na ekranie osoby, związanej z danym filmem. Te małe, często nieme role są pewnego rodzaju hołdem dla twórców filmu. W takich kreacjach często spotykamy reżyserów, polityków, sportowców, piosenkarzy czy też aktorów, którzy grali w pierwszej wersji filmu (w przypadku remake’ów). Przykładami reżyserów którzy wystąpili we własnych filmach są: Roman Polański, Peter Jackson czy Quentin Tarantino. Roman Polański pojawia się w filmie „Chinatown” w scenie w której postać grana przez Jacka Nicholsona zostaje napadnięta. Sam Polański, posługując się nożem, przecina nos filmowego Jake’a. Peter Jackson pojawia się we wszystkich trzech częściach Władcy Pierścieni. W „Drużynie Pierścienia” jako pijany mężczyzna je marchewkę przed wejściem do „Rozbrykanego kucyka”. W „Dwóch Wieżach” rzuca włócznią podczas obrony „Helmowego Jaru” a w „Powrocie Króla” stanowi część załogi statku, który przybywa pod Gondor. Ta rola jest nieco większa, bo jego postać zostaje postrzelona przez Legolasa. Wracając jednak do „Mulholland Drive” należy wspomnieć o kompozytorze muzyki, który pojawił się w jednej ze scen. Badalamenti opowiada historię która przydarzyła mu się naprawdę. Pewnego razu „Badale” grał na pianinie do występu pewnej piosenkarki w New Jersey. Po występie, piosenkarka zaprosiła go na kolację do domu, którą mieli zjeść w towarzystwie jej męża. Po pokonaniu blisko 3-kilometrowego podjazdu do posiadłości, zastawionego w większości Rolls Royce’ami, kompozytor wszedł do środka, gdzie zastał bardzo długi stół zastawiony tylko dla czterech osób. Służba w dosyć dużej liczbie uwijała się z przygotowaniem kolacji. Piosenkarka przedstawiła sobie panów, kompozytor wyciągnął rękę jednak drugi mężczyzna nie odwzajemnił gestu. Po pół godzinie siedzenia przy stole bez ani jednego słowa, Badalamenti postanowił przełamać lody. Zaczął od komplementowania domu: „To wspaniały, piękny i wielki dom. Czym się zajmujesz?”. Nie padła odpowiedź. Nie zrażony Angelo dodał: „Zajmujesz się budownictwem?”. Gospodarz powoli uniósł nieprzyjemne spojrzenie i uciął krótko: „Tak jakby”. Po minięciu kolejnych trzydziestu minut bez słowa, kompozytor spróbował po raz drugi: „Nigdy nie byłem w domu w którym są wodospady. A te kamienne ozdoby, jakie piękne! Zajmujesz się kamieniarstwem?”. Kolejne nieprzyjemne spojrzenie i podobna odpowiedź: „Tak jakby”.  Badalamenti opowiedział tę historię Lynchowi. Reżyser postanowił umieścić podobną postać w „Mulholland Drive”, a że chciał w dodatkowy sposób uhonorować swojego ulubionego kompozytora, zaproponował mu odegranie roli, której podstawą był „nieprzyjemny facet z New Jersey”. Mowa oczywiście o scenie z piciem espresso (link tutaj) w której kompozytor sprawdził się doskonale.

A Wy, co sądzicie o ścieżce do „Mulholland Drive” lub o roli Badalamentiego w tym filmie?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *