Ujęcia jak z pocztówki, muzyka jak z Europy Środkowej

Filmy Wesa Andersona mają w sobie coś, co sprawia, że nie jesteśmy w stanie oderwać oczu od ekranu. Poza nietuzinkową fabułą w jego dziełach, to właśnie symetria, mnogość kolorów i umiejętność przedstawienia scen (co w ogromnej mierze jest również zasługą ekipy zdjęciowej) są odpowiedzialne za wrażenia estetyczne jakich nam dostarczają, a te z kolei w większości przypadków są najwyższej jakości. Dołączając do tego muzykę ośmiokrotnie nominowanego do Oscara (w tym raz zwycięskiego) Alexandra Desplat, mamy przepis na gwarantowany hit.

Tak właśnie jest w przypadku „Grand Budapest Hotel”, w którym amerykański reżyser do spółki z francuskim kompozytorem kradnie nasze serca za pomocą m.in. polskich akcentów, ale przede wszystkim, za pomocą bliskiej nam muzyki inspirowanej Europą Środkową.

Ja dyryguję, Ty grasz

Tymi słowy można w skrócie określić proces powstawania filmów Wesa Andersona. Alexander Desplat w jednym z wywiadów mówi o tym, że każdy kadr, każdy ruch kamery, każda linia tekstu czy wreszcie każdy moment muzyki jest dokładnie opisany a następnie akceptowany przez reżysera. To niezwykle trudne zadanie dla twórców aby trafić dokładnie w to czego oczekuje pomysłodawca, tym bardziej, gdy jest nim taki perfekcjonista jak Anderson. To on nadaje rytm wszystkiemu co dzieje się na planie. To co powstaje to praktycznie tylko jego wizja a współpracownicy muszą spełnić jego wymagania. Pomimo bardzo wysokich oczekiwań teksańskiego reżysera, Desplat przyznaje, że uwielbia z nim współpracować. Kompozytor porównuje pracę z Wesem Andersonem do wizyty dwóch chłopców w sklepie z zabawkami, gdzie oboje bawią się każdą możliwą zabawką i porównują swoje odczucia. Nie inaczej było podczas pisania muzyki do ich ostatniego wspólnego dzieła, gdy twórcy spotkali się w studiu kompozytora. Wymieniali uwagi, próbowali nowych brzmień, jeden podawał pomysł a drugi wnosił kolejny. W ten sposób osiągnęli porozumienie, które dało twórcy muzyki pewne pole do popisu. Sama muzyka opisywanego filmu to mieszanka dźwięków cytry, bałałajki, rogu alpejskiego, jodłowania i chóru męskiego. Ścieżka dźwiękowa z powodzeniem podąża za rytmem dwóch poprzednich wspólnych dzieł Andersona i Desplata – „The Fantastic Mr. Fox” oraz „Moonrise Kingdom”. Wszystkie te dźwięki mają w sobie coś z dziecięcych pomysłów a także idealnie zgranego obrazu z rytmem.

„Moonrise Kingdom”, „The Fantastic Mr. Fox” oraz „Grand Budapest Hotel” – to filmy nad którymi wspólnie do tej pory pracowali Wes Anderson i Alexander Desplat. Jaki będzie kolejny? Wiemy tylko, że to animowany obraz i ma zagrać w nim obsada znana z filmów Andersona.

Do ośmiu razy sztuka

Alexander Desplat w swojej dotychczasowej karierze był nominowany do Oscara 8 razy.  W tym dwie nominacje dostał w 2015 roku z czego jedną wygrał. Statuetkę otrzymał właśnie za muzykę do „Grand Budapest Hotel”. Pytany (w tym wywiadzie) o to co jego zdaniem mogło sprawić, że statuetkę otrzymał właśnie za ten film, odpowiada, że być może fakt, że muzyka w nim użyta była po prostu inna, że swoim ciekawym brzmieniem zwracała na siebie uwagę. Tworząc ścieżkę do dzieła Andersona, kompozytor odszedł od standardowych schematów muzyki filmowej. Nie zatrzymywał się przy orkiestrze dętej, smyczkach czy efektach muzyki elektronicznej. Momentami sam stwierdza, że ta muzyka jest nieco dziwaczna (w pozytywnym brzmieniu tego słowa) i to właśnie to mogło przyciągnąć uwagę jurorów. Poza tym tempo jest doskonale dopasowane do wydarzeń na ekranie, co w ogromnym stopniu pomaga wczuć się w bajkowy klimat obrazu. Co ciekawe Desplat jest jednym z niewielu współczesnych kompozytorów którzy nadal dyrygują swoim muzykom. Jest dla niego niezwykle ważne aby być blisko swoich współpracowników i aby bezpośrednio przekazywać im swoje pomysły i odczucia. Bywały czasy, gdy miał swojego dyrygenta, jednak sam proces przekazywania informacji poprzez swego rodzaju „pośrednika” jakim był ów dyrygent, była dla kompozytora niewłaściwy. Uważa, że do swoich muzyków najlepiej trafi tylko w bezpośredniej interakcji. Dodatkowym plusem dla francuskiego kompozytora w rozumieniu swoich muzyków jest fakt, iż sam kiedyś stał po drugiej stronie sceny. W młodości grał na flecie klasycznym jednak zdecydował, że komponowanie jest mu bardziej bliskie. Podczas tworzenia muzyki do historii o konsjerżu, który został właścicielem hotelu, Desplat miał okazję współpracować z orkiestrami i zespołami z Europy Wschodniej. Przy nagrywaniu utworu „Moonshine” (do posłuchania tutaj) pracował z Andreyev Balalaika Orchestra, która dostarczyła brzmienie bałałajek i męskiego chóru. Do nagrania „Kamarinskaya” (do posłuchania tutaj ) zaproszona została Osipov State Russian Orchestra & Vitaly Gnutov. Świetne momenty jodłowania zapewnił Öse Schuppel w utworze S’Rothe-Zäuerli” (do posłuchania tutaj). Desplat pytany o ulubiony utwór z całej ścieżki nie wybiera jednego konkretnego. Według niego całość wnosi coś nowego i charakterystycznego. Jeśli jednak zostałby zmuszony do wyboru jednego konkretnego utworu, to prawdopodobniej byłoby to „Mr. Moustafa Theme” (do posłuchania tutaj).

Europa Środkowa od Szwajcarii do Turcji

Jak sam Desplat przyznaje, Anderson po przedstawieniu pierwszego zarysu scenariusza, wspomniał o potrzebie użycia dźwięków i instrumentów, które kojarzone są z Europą Środkową. Dla kompozytora było to tym łatwiejsze, że te rejony starego kontynentu są mu bliskie z uwagi na greckie korzenie. Co więcej, jego pierwsza ścieżka dźwiękowa została nagrana z udziałem cymbałów, które były popularne właśnie w Europie Środkowej (używali ich muzycy austro-węgierscy, słowiańscy a także żydowscy). To dzięki temu, że film jest osadzony w Europie Środkowej (a trzeba wiedzieć, że na potrzeby „Grand Budapest Hotel”, ta część kontynentu sięga od Szwajcarii do Turcji) w ścieżce dźwiękowej możemy słyszeć  instrumenty takie jak cytra, bałałajka (wyśmienicie dopasowane brzmienie do lokacji) oraz co najważniejsze – męski chór, przywodzący na myśl czapki z futra, długi wąs, grube skórzane buty i wysokoprocentowy napój alkoholowy – wódkę.

Polska w sercu hollywoodzkiego reżysera

 Skoro przy wódce jesteśmy, należy wspomnieć o jednym z polskich akcentów w tym filmie. Wes Anderson przyznaje, że lubi Polskę, ma tu wielu przyjaciół a jedna z naszych wódek jest napojem, który bardzo lubi. Dlatego też fikcyjne państwo w „Grand Budapest Hotel” postanowił nazwać Republic of Zubrowka. Nazwa ta pojawia się w filmie wielokrotnie, czy to wypowiadana przez bohaterów, czy jako element scenografii. Możemy ją zobaczyć na gazetach na jednej z ulic czy nawet na stacji kolejki górskiej, prowadzącej do obserwatorium wysoko w górach, przez które dwójka głównych bohaterów ucieka przed pościgiem.  Co więcej, Anderson chciał być blisko Polski, dlatego na miejsce kręcenia części filmu wybrał Görlitz sąsiadujący bezpośrednio ze Zgorzelcem. Według informacji dotyczących filmu, część zdjęć była kręcona w Krakowie. Jeden z tropów dotyczących tej lokacji prowadzi do pierwszej sceny, która rozgrywa się na cmentarzu. Scena ta jednak została nakręcona w Görlitz. Drugi trop prowadzi do sceny „Check-point 19” jednak również tutaj Kraków nie był lokalizacją dla zdjęć. Pojawiały się również głosy, że scena w której Zero idzie po gazety była kręcona w Krakowie – niestety, to również jest Görlitz.

Scena z „Check-point 19”

Nawet jeśli  w „Grand Budapest Hotel”  nie widzieliśmy Krakowa lub jakiegokolwiek innego miejsca z Polski to jesteśmy wdzięczni reżyserowi za promowanie polskich produktów. Co więcej, może w przyszłości do nas zawita, tym bardziej, że aktualnie pracuje nad nienazwanym jeszcze projektem, a do współpracy zaprosił kompozytora z którym pracował do tej pory już trzy razy. Tym kompozytorem jest oczywiście genialny Alexander Desplat.

Co sądzicie o ścieżce dźwiękowej z „Grand Budapest Hotel” i zamiłowaniu Wesa Andersona do Polski i naszej wódki? Czy może potraficie wymienić scenę z filmu w której widzimy Kraków?

4 thoughts on “Ujęcia jak z pocztówki, muzyka jak z Europy Środkowej

  • 10 kwietnia 2017 at 16:27
    Permalink

    Świetny artykuł, dzięki za podzielenie się wiedzą. 🙂 Dodaję blogasa do ulubionych i będę zaglądać, naprawdę fajnie piszesz o soundtrackach.

    Reply
    • 10 kwietnia 2017 at 17:17
      Permalink

      Super! Cieszę się, że Ci się podoba. To duża motywacja dla mnie, dzięki!

      Reply
  • 10 kwietnia 2017 at 20:41
    Permalink

    Na temat ścieżki do GBH powiem tyle że oscara powinien dostać Hans Zimmer.

    Reply
    • 10 kwietnia 2017 at 23:42
      Permalink

      Dziękuję za komentarz.
      Może Desplat dostał z uwagi na to, że był nominowany już 8 razy (w tym dwa razy w 2015), chociaż taka opinia może być dla niego trochę krzywdząca. Z drugiej strony, podszedł do muzyki do GBH w zupełnie nietuzinkowy sposób – to była swego rodzaju nowość i może to zadecydowało. Ja też wolałbym żeby Hans Zimmer dostał, ale Akademia wybrała inaczej..

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *