Najbardziej znane tango w historii kina

Najbardziej znane tango w historii kina

 

W dziełach filmowców są takie sceny, które na długo zapadają w pamięć. Powodem dla którego tak mocno je zapamiętujemy, może być ich znaczenie dla całego filmu, okoliczności dla głównego bohatera, podsumowanie obrazu czy też muzyka która im towarzyszy. To właśnie na tym ostatnim elemencie dziś się skupimy, a bardziej konkretnie, na tangu „Por Una Cabeza” skomponowanym przez Carlosa Gardela, które mieliśmy okazję słyszeć w przynajmniej pięciu filmach. Czytaj dalej!

Pańskie espresso tym razem będzie najlepsze

Pańskie espresso tym razem będzie najlepsze

W filmie Davida Lyncha pt: „Blue Velvet” jest scena w której Isabella Rossellini śpiewa piosenkę w klubie do którego przychodzi Jeffrey wraz z Sandy. Wykonanie utworu powala z nóg, jednak mało kto wie, że za tym wszystkim stoi Angelo Badalamenti. Jeszcze mniej osób wie, że „dzięki” problemowi Isabelli Rossellini z wykonaniem utworu, David Lynch poznał „Andy’ego Badale” (taki wcześniej przydomek nosił Badalamenti). Czytaj dalej!

Ujęcia jak z pocztówki, muzyka jak z Europy Środkowej

Ujęcia jak z pocztówki, muzyka jak z Europy Środkowej

Filmy Wesa Andersona mają w sobie coś, co sprawia, że nie jesteśmy w stanie oderwać oczu od ekranu. Poza nietuzinkową fabułą w jego dziełach, to właśnie symetria, mnogość kolorów i umiejętność przedstawienia scen (co w ogromnej mierze jest również zasługą ekipy zdjęciowej) są odpowiedzialne za wrażenia estetyczne jakich nam dostarczają, a te z kolei w większości przypadków są najwyższej jakości. Dołączając do tego muzykę ośmiokrotnie nominowanego do Oscara (w tym raz zwycięskiego) Alexandra Desplat, mamy przepis na gwarantowany hit.

Tak właśnie jest w przypadku „Grand Budapest Hotel”, w którym amerykański reżyser do spółki z francuskim kompozytorem kradnie nasze serca za pomocą m.in. polskich akcentów, ale przede wszystkim, za pomocą bliskiej nam muzyki inspirowanej Europą Środkową. Czytaj dalej!

Trzy wielkie filmy. Każdy ma w sobie trochę przypadku

Trzy wielkie filmy. Każdy ma w sobie trochę przypadku

Początek lat 80-tych XX wieku to bardzo ciekawy okres dla kina. To właśnie w tych czasach na ekranach królował kult ciała, napakowani mięśniami mocarze ratowali świat przed zimną wojną i innymi przeciwnikami, niezwykle zmysłowe kobiety porywały widzów w filmach tanecznych a miłośnicy sztuk walki mogli podziwiać umiejętności karateków i bokserów w zmaganiach o tytuł najlepszego. Towarzysząca im muzyka po dziś dzień sprawia, że spoglądamy na tamte czasy z sentymentem.

To właśnie na początku lat 80-tych powstały trzy wielkie hity, które mają całkowicie różną tematykę a łączy je o wiele więcej niż mogłoby się wydawać. Mowa o filmach „Rocky III”, „Flashdance” oraz „Karate Kid”. Czytaj dalej!

Padłeś? Włącz muzykę filmową!

Badania dowodzą, że słuchanie muzyki podczas aktywności fizycznej (m.in. biegania) może redukować odczuwane zmęczenie nawet o 15%. Dzieje się tak dlatego, że skupiamy się na muzyce niejako zapominając o kolejnych przebiegniętych metrach. Śmiem twierdzić, że słuchanie muzyki filmowej podczas biegania redukuje kolejnych kilka procent, bo nie dość, że skupiamy się na muzyce, to jeszcze przypominamy sobie filmy w których ją słyszeliśmy. Czytaj dalej!

Czekolada dobra na wszystko

Czekolada dobra na wszystko

Baśniowe, choć nieco senne miasteczko Lasquenet położone we Francji żyje swoim powolnym i nudnym życiem. Mieszkańcy skrywają swoje problemy i prowadzą życie wyznaczone kolejnymi mszami na które osobiście zaprasza konserwatywny burmistrz – Hrabia de Reynaud. Wszystko zaczyna się zmieniać gdy do miasta przybywa tajemnicza Vianne wraz z „zakazanym owocem” (szczególnie w trakcie postu).  Czytaj dalej!

Mniej znana strona Sir Anthonyego Hopkinsa

Mniej znana strona Sir Anthonyego Hopkinsa

Liverpool, 7 listopada 1964 roku. Za oknem kolejny szary, ponury dzień z opadami deszczu. W ciepłym kącie jednego z teatrów, siedzi młodzieniec, którego matka marzyła o karierze muzycznej syna. Wie już, że nie będzie sławnym pianistą, ale lubi komponować. Spod palców wydobywają się dźwięki melodii. „Piękne, co to jest?” zapytała zainteresowana osoba. „Nie wiem, tak sobie gram.” – padła odpowiedź. „Powinieneś zapisać tą melodię”. Młodzieńcem przy pianinie był 27-letni wówczas Anthony Hopkins, a melodia którą grał, to podstawa do stworzenia „And the Waltz Goes On”. Czytaj dalej!