Tajemnica owiana muzyką

Świat jest mały – każdy zna to powiedzenie i każdy powtórzył je choć raz w swoim życiu. Potwierdzeniem tego przysłowia jest również fabuła serialu o sennym miasteczku z północy Stanów Zjednoczonych, położonego w sąsiedztwie „Bliźniaczych Szczytów”. Miasteczku, które miało 51 201 mieszkańców aż do dnia w którym poznajemy je z bliska… 

Miłośnicy kina mają to (śmiało możemy stwierdzić) szczęście, że David Lynch podczas kręcenia „Blue Velvet” spotkał na swojej drodze kompozytora Angelo Badalamentiego, a ich współpraca ułożyła się na tyle dobrze, że reżyser lubujący się w tajemniczych i czasami psychodelicznych tematach, postanowił zaprosić kompozytora do pracy przy kolejnych swoich projektach. Jednym z nich jest serial „Twin Peaks” (pol. „Miasteczko Twin Peaks”) wyemitowany na początku lat 90-tych w amerykańskiej stacji ABC Network. Serial, który podczas emisji gromadził przed telewizorami średnio 14 milionów amerykanów.

Spokój, sielanka i… nuda?

Przyznam, że do oglądania „Miasteczka Twin Peaks” zabierałem się trzy razy. Cieszę się, że i w tym przypadku sprawdziło się powiedzenie „do trzech razy sztuka”. Skuszony dobrymi opiniami, muzyką i legendą która obrosła wokół fabuły, pierwszy raz sięgnąłem po tą pozycję ze świata seriali. Pierwsza myśl: „94 minuty jeden odcinek?! Przecież to jest materiał na film a nie serial!”. Tak było przy pierwszych dwóch próbach. Przy trzeciej żałowałem, że odcinek pilotażowy trwał tylko tyle, a mój żal był jeszcze większy gdy odkryłem, że kolejne trwają jeszcze mniej, bo 50 minut.

Nieprawdopodobny klimat miasteczka możemy odczuć już w pierwszych sekundach czołówki gdy widzimy ujęcia niespiesznie pracujących maszyn w okolicznym tartaku, zamglonych „Bliźniaczych Szczytów” a także malowniczego wodospadu w którego pobliżu jest położony hotel – najbardziej ekskluzywne miejsce w okolicy. Gdy patrzymy na te ujęcia, nasze uszy pieści „Twin Peaks Theme”. Przy każdym odcinku czołówkę oglądałem słuchałem całą. Od początku do końca.

Sowy nie są tym, czym się wydają.

Podróż po zamkniętym świecie Twin Peaks rozpoczynamy od tragicznego wydarzenia. Uczennica liceum, Laura Palmer zostaje znaleziona martwa w jeziorze.  Z uwagi na to, że dowody zbrodni wskazują na działanie seryjnego mordercy, na miejscu zjawia się agent FBI Dale Cooper. Rodzice, koledzy z klasy, policjant a nawet dyrektor szkoły opłakują śmierć niewinnej nastolatki. Jak się później dowiadujemy, jej dobre imię było tylko pozorne. W miarę upływu czasu poznajemy kolejnych bohaterów, którzy również skrywają swoje tajemnice. Spotykamy „lidera tutejszej społeczności” Benjamina Horne’a, który poza posiadaniem hotelu, prowadzi również przybytek rozkoszy oraz nielegalne kasyno. Barmanka Shelley Johnson potajemnie spotyka się z licealistą Bobbym Briggsem, ukrywając swój związek przed mężem kierowcą ciężarówki handlarzem narkotyków Leo Johnsonem. Spotykająca się z szeryfem Jocelyn Packard ma niejasną przeszłość a ojciec zamordowanej Laury, Leland Palmer ma do ukrycia chyba najwięcej z wszystkich. Całość spowita jest mgłą, mrokiem oraz nieprzemierzonymi lasami wokół. A to dopiero początek niesamowitej historii.

Podoba mi się ten zapach. To chyba zapach drzew. Być może to daglezje?

Lasy i ich mieszkańcy (przede wszystkim sowy) odgrywają ogromną rolę w życiu miasteczka. To właśnie między innymi ciemny las był inspiracją do powstania „Laura Palmer’s Theme”. Angelo Badalamenti w jednym z nielicznych wywiadów opowiada o początkach pracy nad „Twin Peaks” wraz z Davidem Lynchem. Twórcy spotkali się w domu kompozytora i rozpoczęli rozmowę na temat muzyki do rysującego się w wyobraźni reżysera serialu. Badalamenti opowiada, jak w pewnym momencie usiedli przy keyboardzie i  zapytał: „Ok David, powiedz mi co teraz widzisz?”. Reżyser zamknął oczy i odpowiedział: „Jesteśmy w ciemnym lesie, wieje lekki wiatr, księżyc na niebie, słyszę odgłosy lasu, pohukiwanie sów…”. Kompozytor zaczął uderzać w klawisze grając tajemniczą muzykę, jednak nieco za szybko, co zauważył reżyser. Na jego prośbę nieco zwolnił co spotkało się z aprobatą filmowca. Po chwili Lynch dodał: „Świetnie Angelo, to jest to. Teraz będzie mała zmiana, ponieważ zza drzew wychyla się młoda, samotna dziewczyna, nazywa się Laura Palmer, jest smutna, zbliża się do kamery…”. W tym momencie spod palców Badalamentiego zaczynają wychodzić coraz wyższe tony, coraz większy dramatyzm. Lynch jest zachwycony, prosi aby budować napięcie, aby dojść do punktu kulminacyjnego którym jest najwyższy ton w całej melodii. Reżyser jest oczarowany, melodia wprost „rozrywa jego serce”. Teraz widzi jak dziewczyna się oddala, za czym podąża muzyka, powoli wracając do pierwszych, niskich tonów. Badalamenti opowiada jak widział w Lynchu, że ten przeniósł się do tworzonego przez siebie świata, że widział go i czuł. Po skończonej grze, współtwórca Twin Peaks wstał i uścisnął muzyka, po czym powiedział: „Angelo, to jest Twin Peaks. Nie zmieniaj nic. Widzę Twin Peaks.”. Oglądając sam wywiad (tutaj) możemy zobaczyć jak po latach Badalamenti przeżywa te momenty, jak głęboko zapadły mu w pamięć i jak wielkim przeżyciem dla niego były. Niesamowite jak na podstawie opisu sceny, kompozytor zbudował doskonale pasującą muzykę, oddającą klimat miejsca i wydarzeń.

Widzę miejsca za pomocą muzyki.

W całej ścieżce dźwiękowej nie tylko „Laura Palmer’s Theme” doskonale oddaje klimat lokacji miasteczka. W jednym z odcinków agent Dale Cooper poznaje „chłopaków z czytelni”, którzy są czymś w rodzaju samodzielnej grupy stojącej w obronie spokoju miasteczka. Te postaci również doczekały się dedykowanej melodii o oczywistym tytule „The Bookhouse Boys”. Mamy tu do czynienia z wszystkim co może charakteryzować tajną organizację: powolna perkusja, leniwa gitara a to wszystko otoczone nutą zagadki.

Stereotypowemu miasteczku z nieco ponad 50 tysiącami mieszkańców, w nocy powinny towarzyszyć puste ulice i ogólny spokój. Samo Twin Peaks z pozoru nie odstaje od tego wyobrażenia, jednak po przyglądnięciu się z bliższa, możemy zobaczyć, że po zapadnięciu zmroku w mieście toczy się drugie życie. W domu publicznym Bena Horne’a zjawiają się stali bywalcy a przydrożna gospoda jest miejscem spotkań motocyklistów, licealistów i typów spod ciemnej gwiazdy. Zbliżając się do tych miejsc, widzimy zarazem proste a jednocześnie tajemnicze ujęcia świateł na skrzyżowaniu czy też reflektorów samochodowych w ciemnym lesie. Oczywiście i te miejsca są okraszone odpowiednią muzyką  – „Nightlife in Twin Peaks”.  Tutaj również spotykamy się z perkusją i powolnym rytmem, a wszystkiemu przewodniczy flet. Niejedna przytoczona tutaj scena sprawiała, że po plecach przechodziły dreszcze. Będąc jednak przy samej gospodzie nie sposób nie wspomnieć o wokalistce Julee Cruse, która swoim wokalem idealnie wpasowała się w ogólny klimat serialu. Poza „Into the night”  zaśpiewała również do motywu przewodniego serialu piosenkę „Falling”. Na uwagę zasługuje również „Nightingale”, który dostarcza nam świetnych wrażeń, a w  tym filmie możemy również zobaczyć kulisy kręcenia ostatniego odcinka drugiego sezonu. Film i muzyka naprawdę warte zobaczenia.

„It is happening again”

Uwaga – akapit zawiera informacje zdradzające fabułę.
David Lynch nieraz zadziwiał widzów na całym świecie swoimi pomysłami na nietuzinkową fabułę i zagadkowość wydarzeń. Jego dzieła na długo zapadają w pamięci i sprawiają, że chcemy do nich wracać aby odkrywać na nowo rozwój akcji. Kto wie czy aktualnie nie jesteśmy świadkami powstawania „życiowego dzieła” tego reżysera. W ostatnim odcinku drugiego sezonu, Laura Palmer mówi do Coopera: „Do zobaczenia za 25 lat”. W 2014 roku, ogłoszono, że po 25 latach „Twin Peaks” wróci na ekrany w nowej odsłonie. Co prawda premiera odbędzie się 21 maja 2017 roku i jest to 26 lat od ostatniego odcinka, jednak bardziej wnikliwi fani zauważą, że światowa premiera filmu pełnometrażowego „Twin Peaks. Fire Walk with Me” miała miejsce podczas festiwalu filmowego w Cannes w maju 1992 roku. Co szykuje dla nas Lynch? Podpowiedź dla nas może stanowić książka drugiego twórcy serialu, Marka Frosta pt. „Sekrety Twin Peaks” która jest pomostem pomiędzy wydarzeniami z 1992 roku a tym co zobaczymy w maju 2017 roku. Jedno jest pewne – Angelo Badalamenti znów pracuje z Davidem Lynchem, a to z kolei jest gwarancja klimatu surrealistycznej grozy i tajemnicy.

Co Wy sądzicie o Twin Peaks i przede wszystkim o jego ścieżce dźwiękowej?

2 thoughts on “Tajemnica owiana muzyką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *